Finsteraarhorn, Alpy Berneńskie
Alpy Alpy Berneńskie Górskie wędrówki

ALPY BERNEŃSKIE – Finsteraarhorn

Mój tegoroczny plan na Alpy obrał trochę inny kierunek od dotychczasowych. Tym razem postanowiłam spróbować swoich sił w szwajcarskich Alpach Berneńskich. Tamtejsze szczyty może nie imponują wysokością tak jak włoski masyw Monte Rosa (o którym napiszę już niedługo), ale – jak się okazało – droga do ich zdobycia jest całkiem długa i męcząca. A nasze ambitne plany dość szybko zostały zweryfikowane przez zwariowane warunki pogodowe.

Dzień 1 Kierunek – Szwajcaria!

W sobotę z samego rana wyruszamy na południe ku malutkiej szwajcarskiej miejscowości Fiesch u podnóży Eggishornu. Planujemy spędzić noc na tamtejszym polu namiotowym i z samego rana ruszyć w góry. Przejazd z Polski zajmuje nam około 14 godzin. Już w Szwajcarii po drodze omijamy płatny tunel, a w zamian postanawiamy przejechać przez przełęcz Furkapass, położoną na wysokości 2 436 m. Jak zawsze, alpejskie kręte drogi dostarczają ciekawych wrażeń emocjonalno-wizualnych 🙂 Asfalt jest całkowicie przejezdny, ale na okolicznych górach zalega jeszcze masa śniegu, a temperatura z ponad 30 stopni na nizinach spada do kilkunastu.

Przełęcz Furkapass
Przełęcz Furkapass

Pod wieczór docieramy do naszego celu nr 1 – campingu Eggishorn. I spotyka nas tutaj niemiła niespodzianka w postaci nieprzyjaznego personelu. Cały proces zameldowania rozciągnął się do godziny, gdyż obsługujące nas panie nie potrafiły ogarnąć tego, że część z naszej ekipy chciała spędzić na campingu dodatkowy dzień i usilnie wmawiały nam, że musimy zapłacić więcej niż w rzeczywistości. Dopiero następnego dnia z równie nieprzyjaznym szefostwem tegoż przybytku udało się po kolejnej godzinie wyprostować całą sytuację. Niestety, z tego, co zaobserwowałam, nie byliśmy jedynymi klientami, którzy mieli podobny problem. Żeby jednak nie było tak pesymistycznie – niewątpliwym plusem campingu była jego lokalizacja bardzo blisko wyciągu kolejki linowej, z którego skorzystaliśmy nazajutrz.

Dzień 2 Przez lodowiec do Konkordii

Rano niespiesznie zbieramy się do wyjścia i ruszamy z naszymi 20-kilogramowymi plecakami ku kolejce na stację Fiescheralp. Po wyjściu z wagoniku, na początek czekają nas 2,5 godziny trekkingu malowniczym, zielonym szlakiem w pełnym słońcu. Po około godzinie marszu docieramy do jednej z atrakcji na naszej trasie – Tälligrattunnel, czyli kilometrowej długości tunelu wydrążonego w zboczach góry Tälligrat, którym musimy przejść na jej drugą stronę. Tunel został zbudowany w latach 80-tych, pierwotnie po to, aby odprowadzał nadmiar wody z pobliskiego jeziorka Märjelensee podczas wiosennych roztopów. Obecnie służy przede wszystkim jako fragment szlaku turystycznego.

Szlak od Fiescheralp u stóp Eggishornu
Gdzieś między stacją kolejki Fiescheralp a Tälligrattunnel

Przed wejściem do tunelu warto ciepło się ubrać, założyć kurtkę przeciwdeszczową i wyciągnąć czołówkę – nie zawsze jest włączone oświetlenie. Przejście na drugą stronę trwa około 15-20 minut i naprawdę można zmarznąć. W wielu miejscach woda po prostu leje się ze stropu, więc oprócz omijania wielkich kałuż trzeba jeszcze robić uniki przed wodospadami z góry 🙂

Tälligrattunnel
Tälligrattunnel
Märjelensee
Märjelensee

Po drugiej stronie tunelu mijamy wspomniane wcześniej malownicze jeziorko Märjelensee i schodząc w dół dochodzimy do miejsca, w którym wchodzimy na rozległy lodowiec Aletschgletscher. Z tego miejsca czeka nas jeszcze 7 kilometrów marszu do schroniska Konkordia. Cały lodowiec ma ponad 23 kilometry długości i jest największym ze wszystkich alpejskich lodowców. Zdjęcia nie do końca oddają widok, jaki jest na żywo, ale widok tych olbrzymich, pokiereszowanych mas lodu robi kolosalne wrażenie! Próbujemy znaleźć najbardziej optymalną trasę, co okazuje się dość czasochłonne. Niestety jest już dobrze po południu, zbyt późna godzina na spacery po lodzie, a dodatnie temperatury pogarszają tylko sytuację. Maszerując noga za nogą mam wrażenie, że lodowiec Aletsch tego dnia szczególnie szczerzy się do nas swymi ogromnymi, wytopionymi w upale szczelinami i tylko czeka na nasz błąd.

Aletschgletscher - początek
Zejście na lodowiec Aletschgletscher
Lodowiec Aletschgletscher
Szczeliny! Wszędzie szczeliny!

W pewnym momencie się doczekuje, gdy idę o jeden krok za daleko i częściowo zarywa się pode mną most śnieżny. Chwila konsternacji, zmęczony mózg potrzebuje kilku sekund, żeby ogarnąć, co się właśnie wydarzyło, ale adrenalina już zaczyna krążyć w żyłach. Z jedną nogą wiszącą w próżni i 20-kilogramowym plecakiem przygniatającym do podłoża wcale nie jest łatwo wstać. Jakoś w końcu się wygrzebuję i z łomoczącym serduchem przeczołguję na bardziej stabilny fragment lodu.

Lodowiec Aletschgletscher
Tak blisko, a tak daleko! Wydaje się, że schronisko jest tuż tuż (czerwona strzałka), ale w rzeczywistości dzieli nas od niego jeszcze kilka kilometrów

W końcu, po ponad 4 godzinach tego błądzenia docieramy do podnóży skały, na szczycie której, na wysokości 2 850 m n.pm., usytuowane jest schronisko Konkordia. Musimy pokonać jeszcze ok. 120 metrów w pionie po metalowych schodach i nareszcie jesteśmy na miejscu!

Konkordiahutte schody
Tędy do schroniska Konkordia
Aletschgletscher z Konkordiahütte
Stamtąd przyszliśmy!

Dzień 3 Późna pobudka i przemarsz w stronę szczytu

Kolejnego dnia planujemy wejście na  ciężko na Gross Grünhorn i przejście do Finsteraarhornhütte. Wychodzimy jednak zbyt późno i decydujemy się iść od razu do schroniska. Pierwsza połowa drogi wiedzie dość mocno pod górę lodowcem Grünneggfirn. Po niecałych 3 godzinach dochodzimy na przełęcz Grünhornlücke na wysokości 3 286 m n.p.m, z której otwiera się przepiękny widok na lodowiec Fiescher i nasz cel – Finsteraarhorn. Kolejne 2 godziny później docieramy do ubezpieczonych grubymi linami skał i po krótkiej wspinaczce docieramy do drzwi schroniska na wysokość 3 048 m.

Grünhornlücke
W stronę przełęczy Grünhornlücke
Szlak na Gross Grünhorn
Gdzieś tędy wiedzie droga na Gross Grünhorn
Schronisko Finsteraarhornhütte
Schronisko Finsteraarhorn, a za nim Finsteraarhorn

Późnym popołudniem pogoda znowu próbuje pokazać nam, że nie jesteśmy w Alpach mile widziani. Oprócz wysokich, plusowych temperatur zaczyna… padać deszcz, a z daleka słychać nadchodzącą burzę. Muszę przyznać, że pierwszy raz w życiu widziałam w Alpach deszcz na wysokości 3 tysięcy metrów. Nasze jutrzejsze wyjście na szczyt stoi pod znakiem zapytania. Mimo wszystko kładziemy się wcześnie spać i nastawiamy budziki na 4 rano. Co ma być, to będzie 🙂

Dzień 4 Finsteraarhorn – 4 274 m, PD

4 rano pobudka, śniadanie i decyzja – idziemy! Chwilę po godzinie 5 wychodzimy ze schroniska i na jego tyłach wchodzimy na skalny grzbiecik prowadzący niebieskim szlakiem do góry. Pozwalamy się wyprzedzić szybszym grupom z przewodnikami i idziemy spokojnie swoim tempem. Po kilkunastu minutach wychodzimy na wysokość ok. 3 200 m i dalej podchodzimy już łagodniej wznoszącym się terenem po skalnej grani. Na lodowcu zakładamy raki, wiążemy się liną i zaczynamy mozolne człapanie po śniegu. Pogoda jest średnia – z jednej strony przez dodatnie temperatury śnieg nie jest w ogóle zmrożony i idzie się w nim jak w rozmiękłej pulpie. Z drugiej strony strasznie wieje, więc chcąc nie chcąc, zakładam na siebie wszystkie możliwe warstwy. Wiatr co chwile przewala nad nami chmury, od czasu do czasu idziemy w totalnej mgle, nie widząc ani szczytu, ani innych zespołów, które idą kilkadziesiąt metrów przed nami.

Finsteraarhorn początek drogi
Zaraz za Finsteraarhornhütte zaczyna się podejście na szczyt
Finsteraarhorn początek wejścia
Po kilkunastu minutach skalna grań robi się łagodniejsza. Na horyzoncie widać Frühstückplatz

Po ok. 2 godzinach dochodzimy do przełęczy wysokości 3 616 m i wchodzimy na kolejną skalną grań. Miejsce to nazywane jest Frühstückplatz, jest tutaj sporo miejsca, by zrobić sobie dłuższą przerwę. W naszym przypadku wiatr jest już jednak tak silny i przenikliwy, że pozwalamy sobie tylko na szybkie przegryzienie batona i jeszcze szybszy łyk herbaty. Chcemy jak najszybciej uciekać do góry, każda chwila spędzona w bezruchu wysysa z nas resztki ciepła i obniża morale.

Frühstückplatz na Finsteraarhorn
Frühstückplatz, czyli przełęcz, na której można zrobić sobie dłuższą przerwę (o ile wiatr właśnie nie próbuje cię z niej zdmuchnąć ;))

Po drugiej stronie Frühstückplatz lodowiec staje się o wiele bardziej stromy. Mijamy po jednej stronie szczeliny, a po drugiej ogromne seraki. Około godziny 9 docieramy na przełęcz Hugiego na wysokości 4 088 m. Tutaj kończy się etap lodowcowy, a zaczyna prawdziwa zabawa, czyli wspinanie długą skalną granią na sam wierzchołek. W tym miejscu część zespołów, które szły przed nami postanawia zawrócić. My po dłuższym zastanowieniu postanawiamy podjąć próbę. Szkoda nam tych 4 godzin, które już poświęciliśmy na dojście do tego miejsca.

Finsteraarhorn lodowiec
Za Frühstückplatz lodowiec staje się wyraźnie bardziej stromy i poszczeliniony
Finsteraarhorn lodowiec
Lodowcem w stronę przełęczy Hugiego (fot. Maciek)
Finsteraarhorn szczyt
Finsteraarhorn i resztę świata co rusz przysłaniały nam gęste chmury

Początkowe kilka metrów wydaje mi się bardzo trudne, ale już po chwili robi się łatwiej. Na szczęście skała nie jest oblodzona, jest też bardzo stabilna. Idziemy na lotnej asekuracji, gdzieniegdzie tylko zakładając przeloty. Poza kilkoma dwójkowo-trójkowymi momentami, podejście jest całkiem przyjemne, chociaż sam fakt pokonywania tak długiej grani w rakach jest dla mnie ciężki psychicznie 🙂 Po 2 godzinach graniówki, a po 6 godzinach od wyjścia ze schroniska stajemy na szczycie!

Grań szczytowa na Finsteraarhorn
Ostatnie metry przed szczytem
Finsteraarhorn grań szczytowa
Grań szczytowa na Finsteraarhorn widziana z drugiej strony. Stamtąd z dołu przyszliśmy! (fot. Maciek)
Szczyt Finsteraarhorn
I nareszcie na szczycie! Finsteraarhorn zdobyty 🙂

Kiedy siedzimy na górze, pogoda w końcu się poprawia i odsłaniają się widoki, których nie mieliśmy okazji podziwiać podczas podejścia. Jesteśmy jednak tak zmęczeni, że robimy tylko kilka zdjęć i wracamy. Zejście na dół zajmuje nam niewiele mniej czasu niż wejście. Śnieg jest już tak roztopiony, że co chwilę zapadamy się po kolana. Droga dłuży się w nieskończoność, a po drodze jeszcze łapie nas krótki deszcz. W końcu, po ponad 11 godzinach akcji, jako ostatni ze wszystkich ekip, docieramy do schroniska 🙂 Okazuje się też, że tego dnia oprócz naszego 2-osobowego zespołu, szczyt zdobyły jeszcze tylko 4 inne osoby.

Alpy Berneńskie panorama na Finsteraarhorn
Alpy Berneńskie w całej okazałości! Na pierwszym planie Gross Grünhorn, daleko w tle Aletschhorn

Z perspektywy czasu mogę napisać, że Finsteraarhorn jest najbardziej honornym szczytem ze wszystkich, jakie do tej pory zdobyłam, przede wszystkim jeśli chodzi o aspekt mentalny. Wspinaczka skalną granią, mimo że obiektywnie łatwa, zmusiła mnie do wyjścia daleko poza własną strefę komfortu. Wspinanie w rakach to wciąż czynność, która wzbudza we mnie lęk i z którą wciąż się oswajam. Tym bardziej się cieszę, że dałam radę i mogę dopisać sobie kolejne wartościowe doświadczenia wysokogórskie 🙂

Alpy Berneńskie, Finsteraarhorn
Takie były widoki podczas zejścia!
Szczyt Finsteraarhorn
Tędy wiodła nasza droga od schroniska na szczyt Finsteraarhorn. Widok z przełęczy Grünhornlücke

Dzień 5-7 Powroty

Po Finsteraarhornie mieliśmy plan, by przemieścić się w górę lodowca Fiescher w stronę Hinter- i Gross Fiescherhornów. Niestety już dzień wcześniej dostaliśmy informację od innego zespołu, że przez wysokie temperatury lodowiec zrobił się bardzo niestabilny i niebezpieczny. Szybka zmiana planów i postanawiamy dzień piąty wykorzystać na odpoczynek po dniu wcześniejszym.

Finsteraarhornhütte widok
Woke up like this! No kto by nie chciał mieć takiego widoku z okna co rano? 😉

Kolejnego dnia wracamy do Konkordii tą samą trasą, którą pokonaliśmy kilka dni wcześniej. W schronisku spędzamy kolejne leniwe popołudnie, a nazajutrz z samego rana schodzimy lodowcem Aletschgletscher. Tym razem po wyjściu z Konkordii nie schodzimy od razu metalowymi schodami na dół, ale przechodzimy za budynek, gdzie istnieje alternatywna droga zejściowa po skale. Szlak jest oznakowany czerwonymi znakami, a w newralgicznych miejscach pojawiają się liny. Dopiero po godzinie dochodzimy do lodowca, a po nim przedeptanymi śladami w stronę cywilizacji. I upałów 🙂

Schronisko Konkordia zejście
Ścieżka zejściowa ze schroniska Konkordia jest dość ewidentna, a w wielu miejscach ubezpieczona stalowymi linami
Schronisko Konkordia zejście
Dzięki temu zejściu zaoszczędziliśmy około godziny łażenia po lodowcu
Schronisko Konkordia zejście
Tak wygląda początek skalnego podejścia do Konkordii, patrząc z perspektywy lodowca. Z dołu widać powiewającą flagę Szwajcarii, która również stanowi punkt orientacyjny
Aletschgletscher szczeliny
Przez tydzień nic się nie zmieniło. Szczeliny, jak były wcześniej, tak były nadal 🙂

 

Informacje praktyczne

1. Dojazd:

Jadąc autostradą A2 najpierw kierujemy się na Berlin, następnie na Norymbergę i Lindau, w którym przekraczamy granicę niemiecko-austriacką. Chwilę jedziemy austriacką autostradą, by w miejscowości Widnau przekroczyć maleńkie przejście graniczne i znaleźć się w Szwajcarii. Po drodze do Fiesch można skorzystać z płatnego tunelu, w którym nasz samochód zostanie załadowany na pociąg i przetransportowany na drugą stronę gór. Alternatywą – którą wybraliśmy i my – jest darmowa i malownicza droga przez przełęcz Furkapass 🙂

2. Kolejka linowa w Fiesch:

Około 10-15 minut spacerem z campingu Eggishorn jest wyciąg kolejki linowej, którą można wjechać na szczyt o tej samej nazwie. Po drodze jest stacja przesiadkowa Fiescheralp – tam też wysiadaliśmy i stamtąd zaczęliśmy naszą wędrówkę. . Wszystkie informacje i aktualny cennik można znaleźć tutaj.

3. Schroniska:

Schronisko Konkordia zlokalizowane jest na styku kilku szwajcarskich lodowców. Na szczyt skały, na której się znajduje, wiodą metalowe schody i drabinki. Podobno jeszcze 100 lat temu schronisko było na krawędzi lodowca. Teraz każdego roku lodowiec się obniża i muszą być dobudowywane kolejne stopnie. Zarówno pierwszej, jak i ostatniej nocy spaliśmy w kilkuosobowym, bardzo ciepłym pokoju. Jedynie korzystanie z umywalek było dosyć problematyczne, woda z kranu leciała bardzo słabym strumieniem, na dodatek trzeba było cały czas  trzymać zawór wody, żeby leciała.

Strona schroniska Konkordia

Schronisko Finsteraarhorn jest chyba najbardziej odludne w całych Alpach Berneńskich. Śpią w nim w zasadzie tylko zespoły, które albo planują atak na Finsteraarhorn (lub okoliczne 3-tysięczniki), albo właśnie zeszły ze szczytu. Kilka lat temu przeszło gruntowny remont i obecnie przypomina bardziej hotel niż górskie schronisko. Nie ma tutaj takich tłumów, jak w większości popularnych schronisk alpejskich, ale też dzięki temu nikt tutaj nie jest anonimowy. Gospodarze są przemiłymi ludźmi, którzy interesują się swoimi gośćmi. Codziennie wieczorem gospodyni robiła obchód i pytała każdego o plany na następny dzień. Co ciekawe, każdego wieczora można było też obejrzeć w telewizji szwajcarskie wiadomości wraz z prognozą pogody 🙂

Strona schroniska Finsteraarhorn

4. Czasy przejścia:

Podobnie jak przy poprzednich wyjazdach, poniższe czasy są mocno przeciętne 🙂

  • Fiesch – Fiescheralp (wjazd kolejką): ok. 20 minut
  • Fiescheralp – Konkordiahütte: 8 godzin
  • Konkordiahütte – Finsteraarhornhütte: 5,5 godziny
  • Finsteraarhornhütte – Finsteraarhorn – Finsteraarhornhütte: 11,5 godziny
  • Finsteraarhornhütte – Konkordiahütte: 4 godziny
  • Konkordiahütte – Fiescheralp: 6 godzin

5. Koszty:

  • Winieta w Austrii: 9 euro (ważna przez 10 dni).
  • Winieta w Szwajcarii: 38 euro lub 40 CHF (ważna przez rok).
  • Nocleg na campingu Eggishorn we Fiesch – ok. 15 CHF za osobę (podzielone koszty auta i dużego namiotu na 4 osoby).
  • Kolejka na trasie Fiesch – Fiescheralp: 24,30 CHF w obie strony (ważna miesiąc).
  • Nocleg w schronisku Konkordia: 27 CHF dla członków Alpenverein, 38 CHF dla niezrzeszonych.
  • Nocleg w schronisku Finsteraarhorn: 26 CHF dla członków Alpenverein, 40 CHF dla niezrzeszonych.
  • + paliwo i przejazd przez polskie autostrady.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.