Castor, Alpy Walijskie
Alpy Walijskie Górskie wędrówki

ALPY WALIJSKIE – Breithorn i Castor

Początek lipca przyniósł piękną pogodę i wysokie temperatury nie tylko w Polsce, ale też na alpejskich szczytach. Postanowiliśmy wykorzystać nadarzające się okno pogodowe do powrotu w znany nam z poprzedniego wyjazdu rejon Alp Walijskich. Po zeszłorocznym wypadzie i tylko dwóch zdobytych szczytach czuliśmy spory niedosyt i jeszcze większą chęć nadrobienia zaległości.

Poprzednim razem z zaplanowanych czterotysięczników udało nam się zdobyć tylko Polluxa i Roccia Nerę. Teraz chcemy wdrapać się na wierzchołki Breithornu i Castora – kolejnych łatwych szczytów.

Dzień 1 1500 metrów w pół godziny…

Piątkowym popołudniem pakujemy się trzyosobową ekipą do auta i ruszamy na południe. Pierwszy etap naszej podróży wiedzie nas do Strasburga, skąd mamy odebrać czwartego członka naszej ekipy. Docieramy tam jeszcze w nocy i okazuje się, że musimy na kolegę poczekać ponad 2 godziny. Hmm jakby tu zabić czas? Spać? Nie! Ruszamy na zwiedzanie! Najpierw jeszcze po ciemku robimy sobie spacer przy Parlamencie Europejskim, a później zajeżdżamy na przepiękną starówkę, gdzie wita nas wschód słońca. Zwiedzaliście kiedyś miasto o 4 nad ranem (i nie mam tu na myśli powrotu z imprezy)? Polecam, totalne pustki i spokój, bez rzeszy turystów :).

W końcu chwilę przed 7 rano, już w komplecie, jedziemy dalej. Podróż w pierwszą stronę umilamy sobie wybraniem alternatywnej trasy przez granicę szwajcarsko-włoską. Zamiast przejazdu przez płatny tunel Grand Saint Bernard, wybieramy darmowy i o wiele ciekawszy wariant przez przełęcz o tej samej nazwie. Kręta, górska droga ostrymi zawijasami wyprowadza nas na wysokość 2 473 metrów n.p.m., skąd odchodzi mnóstwo pieszych szlaków na pobliskie szczyty. Przepiękne widoki wokół utwierdzają nas w przekonaniu o słuszności powziętej kilkadziesiąt minut wcześniej decyzji. Zdecydowanie warto tutaj przyjechać i zrobić sobie krótką przerwę w podróży! 🙂

Przełęcz Grand Saint Bernard
Przełęcz Grand Saint Bernard

Przed godziną 15 docieramy do miejscowości Breuil-Cervinia. Zastanawiamy się, czy zdążymy jeszcze podjechać gdzieś coś zjeść, a może nawet wziąć prysznic przed kilkudniową wyrypą? Najpierw jednak postanawiamy zajechać na stację kolejki linowej i kupić bilety. Przy kasie gratulujemy sobie powziętej decyzji. Okazuje się, że ostatni tego dnia wagonik odjeżdża do góry za niecałe pół godziny! A my jesteśmy totalnie w proszku! Ani przebrani, ani porządnie spakowani, sprzęt leży sobie luzem w bagażniku, jeszcze nie rozdzielony. Robimy szybki przepak, zostawiamy auto na bezpłatnym parkingu obok wyciągu i „rzutem na taśmę” udaje nam się zdążyć na kolejkę, która wywozi nas na Plateau Rosa i do schroniska Rifugio Guide del Cervino (3 480 m).

Kolejka linowa na Plateau Rosa
Do góry!

Na górze witają nas skryte za chmurami Matterhorny (duży i mały). Nagła zmiana wysokości robi swoje i momentalnie odczuwamy mniejszą ilość tlenu. Na szczęście ze stacji kolejki do naszego schroniska jest kilkadziesiąt metrów. Meldujemy się obsłudze, zalewamy pierwsze na tym wyjeździe liofilizaty i łykamy pierwsze aspiryny na lekko już odczuwalny ból głowy. W ramach rozruchu robimy jeszcze krótki spacer po okolicy, ale zmęczeni podróżą dosyć szybko kładziemy się spać.

Schronisko Cervino
Schronisko Rifugio Guide del Cervino i stacja kolejki
Klein Matterhorn
Klein Matterhorn i nasza jutrzejsza trasa

Dzień 2 Breithorn (4 164 m, F+) i Breithorn Środkowy (4 159 m, F+)

Zgodnie z prognozami pogody poranek wita nas bezchmurnym niebem i lekkim przymrozkiem. Wstajemy chwilę po 4 rano, a około 6 ruszamy wyratrakowaną trasą narciarską w stronę stacji kolejki na Klein Matterhorn. Gdy podejście zaczyna robić się bardziej strome, zatrzymujemy się na chwilę, żeby założyć raki. W tym samym momencie widzimy kilkaset metrów za sobą, jak z pierwszego porannego wagonika wylewa się na nasz szlak kilkadziesiąt ludzi. Nietrudno się domyślić, że mają w planach dokładnie tę samą trasę, co my 🙂 Pozwalamy im się wyprzedzić i chwilę później też ruszamy dalej. Teraz rytm marszu wyznacza nam odgłos raków wgryzających się w zmrożoną pokrywę śnieżną.

Szlak na Breithorn
W kupie siła!
Matterhorn
Z tyłu towarzyszył nam Matterhorn – juz bez chmur wokół siebie 🙂

Początkowo idziemy w cieniu, a krótko po godzinie 7 docieramy na wysokość Klein Matterhorn (3 884 m), gdzie wychodzimy na skąpaną w promieniach wschodzącego słońca przełęcz Breithornpass. Przed sobą widzimy cały mur Breithornu, dalej Pollux, Castor i Liskammy. Pollux z tej perspektywy wydaje się marną, maleńką piramidką w otoczeniu znacznie wyższych sąsiadów. Fajna jest świadomość tego, że byliśmy już w tych rejonach rok wcześniej i rozpoznajemy poszczególne szczyty 🙂

Breithornpass
Przełęcz Breithornpass i widok na szczyty – od lewej: Breithorn Zachodni (główny), Breithorn Środkowy, Breithorn Zwillinge, Roccia Nera, Liskammy Zachodni i Wschodni, Pollux, Castor

Nie wszyscy w zespole dobrze znoszą wysokość, robimy więc trochę dłuższy popas i pozwalamy kolejnym ekipom nas wyprzedzić. Po przerwie ruszamy i my. Podejście na kopułę głównego wierzchołka Breithornu jest długie, ale nie nastręcza praktycznie żadnych trudności technicznych. Przed godziną 10 meldujemy się wszyscy na szczycie. Okazuje się, że tłum ludzi, który nas wcześniej wyminął, zdążył już zejść, dzięki czemu możemy w spokoju porobić zdjęcia i nacieszyć się widokami.

Breithorn
Na szczycie głównego wierzchołka Breithornu

Chwila odpoczynku, wiążemy się liną i ruszamy dalej w drogę, tym razem wąską śnieżną granią w stronę środkowego wierzchołka Breithornu. Mijamy kilka nawisów śnieżnych i po około 40 minutach stajemy na drugim szczycie tego dnia. Postanawiamy zobaczyć, dokąd dalej prowadzi droga i trawersujemy jeszcze kawałek skalnej grani, która prowadzi w stronę Breithornzwillingów. W trudniejszym momencie nie chcemy ryzykować i decydujemy się jednak zawrócić tą samą drogą.

Breithorn Środkowy
W stronę Breithornu Środkowego

Na niebie cały czas „lampa”. Słońce grzeje niemiłosiernie, szybko wysysając z nas energię. W rozmiękłym śniegu schodzimy z powrotem na Breithornpass. Z ciekawości zachodzimy jeszcze na stację kolejki na Klein Matterhorn, a po południu docieramy z powrotem do schroniska. Ostatnie godziny zejścia po głębokim, zapadającym się śniegu wydają się wiecznością i pozbawiają nas resztek sił. Dobrego samopoczucia zresztą też. Słońce w połączeniu z marną aklimatyzacją sprawiają, że wszyscy czujemy się o wiele gorzej niż się spodziewaliśmy. Szybka kolacja – albo raczej wmuszanie w siebie jedzenia – i jeszcze przed zmrokiem padamy na wpół żywi do łóżek 🙂

Dzień 3 Castor (4 228 m, PD-)

Następnego dnia naszym celem jest wejście na Castor i zejście po jego drugiej stronie do schroniska Quintino Sella. Podczas śniadania czuję się jak na kacu – głowa boli jeszcze gorzej niż dzień wcześniej, a jedzenie powoduje odruchy wymiotne. Wmuszam w siebie cokolwiek, żeby tylko nie iść na pusty żołądek. 2 osoby z naszej ekipy postanawiają odpuścić i zjechać na dół. Mamy spotkać się następnego dnia w sąsiedniej dolinie. Nasza pozostała dwójka, mimo że nie czujemy się najlepiej, nie chcemy rezygnować. Jeszcze przed 6 wyruszamy tą samą, co poprzedniego dnia, trasą na Breithornpass. Stamtąd skręcamy na wschód lodowcem Gr. Verra w stronę Castora. Mijamy zdobyte rok wcześniej Roccia Nerę i Polluxa. Słońce schowane jest jeszcze za górami, przyjemnie idzie się w ich cieniu.

Pollux i Castor
Po lewej mur Breithornu, na środku Pollux, a na prawo od niego Castor

O 9 docieramy do podnóży naszego celu, tutaj też dopiero postanawiamy związać się liną. Podejście stromą, śnieżną ścianą jest już bardziej wymagające niż miało to miejsce w przypadku wcześniejszych szczytów. W kilku miejscach przydają się nie tylko nogi, ale też ręce, a marsz zaczyna bardziej przypominać wspinaczkę. Śnieg miejscami jest fajnie zmrożony, ale w miejscach, gdzie świeci słońce robi się sypki i mało stabilny. Ostatnie metry na szczyt prowadzą krótkim, błyszczącym, zalodzonym zboczem. Przez niedawno przebytą chorobę mam spore trudności z oddychaniem, przez co wejście zajmuje nam trochę więcej czasu niż wynikałoby to z przewodnika 🙂 Na szczycie stajemy o 10:30.

Szczyt Castor
Nareszcie na szczycie!

Zejście na drugą stronę jest już o wiele przyjemniejsze i mniej strome. Najpierw przedeptaną ścieżką schodzimy wzdłuż grani, mijając po drodze południowo-wschodni wierzchołek Castora – Punta Felik. Na przełęczy skręcamy na lodowiec Felik i znowu w rozmemłanym od słońca śniegu schodzimy do schroniska. Po zejściu z grani przestaje wiać wiatr i upał w kotle lodowcowym mocno doskwiera. Dopiero w okolicach schroniska (3 585 m) wchodzimy w gęste chmury, które przynoszą ulgę.

Castor zejście
Droga zejściowa z Castora
Lismam Zachodni i Wschodni
Po drodze widoki na Liskammy Wschodni i Zachodni – kolejne na liście celów 🙂
Quintino Sella
Schronisko Rifugio Quintino Sella

Dzień 4 Zejście

Nazajutrz schodzimy bardzo długim i bardzo urozmaiconym szlakiem nr 9. Najpierw idziemy ubezpieczoną stalowymi linami skalną granią. Później okazuje się, że musimy wyciągnąć z plecaków raki, bo dalej szlak schodzi dosyć stromą, śnieżną ścianą. Ze strefy słońca wchodzimy między chmury, a świat wokół wygląda jak jakaś zapomniana bajkowa kraina 🙂

Zejście ze schroniska Sella
Ferratowy początek zejścia ze schroniska
Alpy lodowiec
Bajkowa „ziemia niczyja”

Im dalej w dół, tym coraz mniej śniegu, a coraz wyższa temperatura. Po prawie 6 godzinach dochodzimy wreszcie do miejscowości Saint Jacques, gdzie podjeżdżają po nas nasi znajomi. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w miejscowych termach i błagamy o możliwość wzięcia prysznica. Za 5 euro udaje nam się zaznać luksusu ciepłej wody 🙂 Piękni i pachnący możemy wracać. Znowu żegnamy się z Alpami. Ale tylko na chwilę 🙂

Alpejska łąka
W końcu zieleń!

Informacje praktyczne

1. Dojazd:

Nasz dojazd wyglądał bardzo podobnie, jak przed rokiem, kiedy jechaliśmy pierwszy raz w Alpy Walijskie. Różnica była taka, że tym razem granicę szwajcarsko-włoską w pierwszą stronę postanowiliśmy pokonać nie tunelem, a przez przełęcz Grand Saint Bernard. Jeśli tylko jest to możliwe (i macie sprawne klocki hamulcowe), to polecam takie rozwiązanie 🙂 Następnie włoskimi autostradami dojeżdżamy do miejscowości Breuil-Cervinia, słynnego kurortu narciarskiego.

2. Parking i kolejka linowa w Breuil-Cervinia:

Zaraz za stacją kolejki linowej jest duży darmowy parking, więc nie ma problemu z pozostawieniem auta. Jeśli chodzi o samą kolejkę, warto się pospieszyć, gdyż ostatni wagonik odjeżdża o 15:15. Na samą górę, czyli Plateau Rosa docieramy w około 30 minut i z dwiema przesiadkami.

3. Schroniska:

W schronisko Cervino pierwszą noc spędziliśmy na materacach w tzw. „pokoju gościnnym”, czyli sporej sali w podziemiach schroniska. Sądząc po wyposażeniu, zimą służy ona jako dodatkowa sala jadalniana dla odwiedzających. Drugą noc spędziliśmy w niewielkim, 5-osobowym pokoju. Łóżka zajmowały w nim tyle miejsca, że wszelkie pakowanie czy porządki w plecaku uskutecznialiśmy na korytarzu. W schronisku jest bardzo ciepło i przytulnie, choć ceny, jak na polską kieszeń, niestety nie zachęcają do długiego pobytu.

Schronisko Sella jest już bardziej przyjazne i pod względem cenowym i pod względem klimatu. Czułam się tam jakoś tak bardziej swojsko 🙂 Budynek ma bardzo ciekawą bryłę, „obklejoną” panelami solarnymi. Spaliśmy w dużej, kilkunastoosobowej i bardzo ciepłej sali. Toalety i umywalki znajdują się w osobnym budynku zaraz obok. Przy samym schronisku zaczyna się też zejściowy szlak nr 9, który na początku jest łatwą via ferratą.

4. Czasy przejścia:

Nasze czasy nie powalają, przy lepszej formie i aklimatyzacji zdecydowanie da się poniższe trasy pokonać szybciej 🙂

  • Breuil-Cervinia – Rifugio Cervino (wjazd kolejką): 30 minut
  • Rifugio Cervino – Breithorn: 3,5 godziny
  • Breithorn – Breithorn Środkowy: 40 minut
  • Rifugio Cervino – Castor: 4,5 godziny
  • Castor – Rifugio Sella: 1 godzina 40 minut
  • Rifugio Sella – Saint Jacques: 5,5 godziny

5. Koszty:

  • Winieta w Szwajcarii: 40 euro (można kupić na granicy u celników, ważna przez rok)
  • Tunel Grand Saint Bernard na granicy szwajcarsko-włoskiej: 26,90 euro w jedną stronę, przejazd przez przełęcz bezpłatny 🙂
  • Przejazd włoskimi autostradami: 12,60 euro (łącznie)
  • Nocleg w schronisku Rifugio Guide del Cervino: 40 euro za pierwszą noc, kiedy ze względu na brak wolnych łóżek spaliśmy na materacach w pokoju gościnnym. Drugiego dnia za nocleg w pokoju zapłaciliśmy 50 euro. Opcja z wyżywieniem kosztuje tylko 10 euro więcej, więc warto rozważyć zabieranie swojego jedzenia. Schronisko niestety nie honoruje karty Alpenverein.
  • Nocleg w schronisku Rifugio Quintino Sella: 19 euro za noc dla członków Alpenverein, 32 euro dla niezrzeszonych.
  • Gaz, przejazd przez polskie autostrady – ok. 850 zł

Przeczytaj również

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.