warto jeździć zimą w góry
Poza szlakiem

6 powodów, dla których warto jeździć zimą w góry

Wśród moich znajomych mam kilka osób, które nie wyobrażają sobie jeździć zimą w góry. Bo zimno, bo mokro, niebezpiecznie, nieprzyjemnie, kondycja słaba, no i trzeba brać masę ciepłych ciuchów, które swoje ważą. Zgodzę się tylko z jednym – rzeczywiście, trochę ciepłych ubrań trzeba ze sobą zabrać, ale dzięki nim jest ciepło, sucho i miło.  A jeśli mądrze zaplanujemy górską wycieczkę, ryzyko wypadku można w dużej mierze zminimalizować. Rozwaga przydaje się zresztą nie tylko podczas zimowej aktywności górskiej, ale też tej letniej – ale dziś nie o tym.

Wszelkie minusy – te prawdziwe i te wydumane – nikną jednak przy plusach, jakie wiążą sie z wędrowaniem na przysypanym białym puchem szlaku. Jeżeli do tej pory przemierzałeś górskie ścieżki jedynie w sezonie letnim i dopiero zastanawiasz się nad wyjazdem zimowym, ten tekst jest dla Ciebie. Poniżej przedstawiam 6 powodów, dla których warto jeździć zimą w góry. Mam nadzieję, że tych, którzy się jeszcze zastanawiają nad wyjazdem przekonam, że góry zimą są świetną opcją. Nie, wróć! Góry zimą są po prostu najlepsze na świecie!

1) Mniej ludzi na szlakach

Tego lata, gdy wiele osób wystraszyło się wyjazdów za granicę, w Tatrach zagęszczenie ceprów na metr kwadratowy osiągnęło wręcz kosmicznie rekordowe wartości i przekroczyło moje granice tolerancji dla tłumów. Na tyle skutecznie, że obiecałam przez najbliższe kilka sezonów sobie omijać latem tatrzańskie szlaki szerokim łukiem (może teraz w końcu zawitam w Tatry Słowackie). A przynajmniej te najpopularniejsze trasy. Mimo że w takich Tatrach nawet zimą, szczególnie w Sylwestra czy długi weekend, schroniska są zazwyczaj wypełnione do ostatniego łóżka, to jednak w porównaniu z wakacjami, turystów w górach jest zdecydowanie mniej. Nawet na najbardziej obleganej ceprostradzie do Moka panują pustki, luz  i spokój. Na wielu szlakach można sobie w ciszy odpocząć i po prostu chłonąć zimowe krajobrazy. Żyć, nie umierać!

Rusinowa Polana
Sierpniowe opalanko na Rusinowej Polanie. To tylko „garstka” ludzi w porównaniu z masą sunącą na Morskie Oko 🙂

2) Kameralne towarzystwo w schroniskach

Gdy na szlakach turystów jest mniej, to i w schroniskach spokojniej. Znalezienie wolnego miejsca w sali jadalnej nie stanowi problemu, a po wielu godzinach zimowej wędrówki możliwość ogrzania się i zjedzenia pysznego obiadu wydaje się prawdziwym luksusem. Jakże w takich okolicznościach łatwo przychodzi docenianie małych, prostych rzeczy 🙂 Klimatu schroniska nie da się porównać z niczym innym. Długie zimowe wieczory sprzyjają pogawędkom ze współtowarzyszami we wspólnej sali. Łatwo spotkać tutaj zaprawionych w boju górskich piechurów, którym nie straszne zimno i którzy chętnie dzielą się swoimi opowieściami i różnymi śmiesznymi anegdotkami.

3) Bajkowe widoki

Niestety, taki mamy klimat, że prawdziwej zimy w mieście już raczej nie uświadczymy. Umówmy się, 2-centrymetrowa warstwa śniegu szarego od smogu i media trąbiące w styczniu, że „zima znowu zaskoczyła kierowców” (oh, really?) to nie to, czego szukamy 🙂 Przepiękne, niepowtarzalne krajobrazy to kolejny powód, dla którego warto wyruszyć na zimowy szlak. Szczyty przyprószone śniegiem i doliny wypełnione grubym, białym dywanikiem oferują wspaniałe doznania wizualne. Te same miejsca latem i zimą wyglądają zupełnie inaczej. Im zimniejsze powietrze tym lepsza przejrzystość powietrze i widoczność. Czasem to, czego latem nie zobaczymy ze szczytu, zimą widać idealnie. Mi za każdym razem zapiera dech w piersiach, kiedy wdrapuję się na wierzchołek, a przed sobą i pod sobą mam kilometry ośnieżonych gór. Mogłabym tak stać i patrzeć bez końca… Dla takich widoków warto trochę zmarznąć 🙂

Morskie Oko zimą
Najpopularniejsze miejsce w polskich Tatrach – i prawie nie ma ludzi!

4) Lepsza forma i zdrowie

Zimno hartuje, a wędrowanie w ciężkich butach górskich bez wątpienia jest bardziej męczące niż dreptanie w lekkich butach trekkingowych. Przebijanie się przez śnieg nierzadko sięgający co najmniej kolan angażuje wiele mięśni (zakwasy na łydkach gwarantowane!), więc nawet na prostym, wydawałoby się, szlaku nietrudno o zadyszkę. Jednak po takim kilkudniowym sponiewieraniu przyrost formy jest gwarantowany!  Na mrozie organizm zużywa więcej energii na utrzymanie ciepła, dlatego też spalamy więcej kalorii niż zazwyczaj. Za to bez wyrzutów sumienia możemy jeść wszystko, na co tylko mamy ochotę. Na górskich wyrypach dieta nie obowiązuje 🙂

5) Góry niedostępne latem

Część szlaków zimowych przebiega zupełnie inaczej niż ich letnie wersje (np. ostatni fragment podejścia do Doliny Pięciu Stawów z Doliny Roztoki). Wiele miejsc można oglądać z zupełnie innej perspektywy. Na niektóre góry, na które nie prowadzą letnie szlaki, zimą można podejść po wydeptanych przez innych turystów śladach. Tym sposobem miałam okazję zdobyć taternicki (ten niższy) szczyt Świnicy, Kostur czy Gładki Wierch.

Gładka Przełęcz
Gładka Przełęcz, z której weszliśmy na Gładki Wierch. Na niebie lampa, choć zapowiadali dupówę. Nie wierzcie prognozom pogody 🙂

6) Ekstremalne doświadczenia i prawdziwa przygoda

Last but not least. Spędzenie kilku zimowych dni w górach to dobra okazja na sprawdzenie swojej wytrzymałości na ekstremalne warunki i przekroczenie własnych granic. Podobnie jak latem, tak i zimą pogoda może się zmienić nawet w przeciągu kilku godzin i nigdy do końca nie wiadomo, na co się trafi. W listopadzie, mimo 1-ego stopnia zagrożenia lawinowego, w drodze na Rysy musieliśmy uciekać przed małą lawinką. Między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem, mimo zapowiadanej dupówy, przez kilka dni było -8 stopni i lampa. A zaledwie kilka dni później, na Trzech Króli odmroziłam sobie zadek na -25-stopniowym mrozie i wietrze, a moje wystające spod czapki włosy obrosły lodem. Wszystkie te sytuacje sprawiły, że jestem bogatsza o cenne doświadczenia, dzięki którym lepiej będę mogła zaplanować swoje kolejne wyjazdy. Nie mówiąc już o fajnych wspomnieniach i satysfakcji z kolejnych przejść 🙂 Choć bólu odmrożonej d*** nie polecam, serio!

Celowo wśród zalet nie wymieniłam możliwości jazdy na nartach i snowboardzie, a to z tej prostej przyczyny, że niestety nie miałam okazji mieć na nogach ani jednego, ani drugiego 🙂 Jedyny sport, jaki póki co uprawiam w górach, to trekking. A żeby było zabawniej, to jedyne góry jakie zwiedziłam zimą, to nasze Tatry i do tego te Wysokie. Niedługo i to się zmieni, o czym mam nadzieję, już wkrótce opowiem.

A kiedy Was pytają, co jest takiego fajnego w odmrażaniu sobie w górach różnych części ciała, co odpowiadacie? 🙂

Przeczytaj również

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.